Brak zaufania chińskich konsumentów do produkowanej w Państwie Środka żywności, stwarza szanse dla europejskich i amerykańskich producentów oraz eksporterów żywności
W ostatnim czasie Chiny obiegło wiele afer związanych z nieprawidłowościami w wytwarzaniu żywności przez tamtejsze firmy. Pod koniec maja wypłynęła (dosłownie i w przenośni) afera z wykorzystywaniem zużytego oleju do smażenia w jednej z głównych sieci restauracyjnych Quanjude. Firma odkupując zużyte oleje sprzedawała je ponownie, wcześniej poddając kolejnej rafinacji. Badania dowiodły, że olej powtórnie rafinowany zawiera stukrotnie większą ilość substancji rakotwórczych, w tym także tych najgroźniejszych. Wcześniej chińscy producenci produktów mleczarskich musieli przełknąć gorzką pigułkę w związku z odkryciem melaminy w mleku. W 2008 roku doszło do masowych zatruć dzieci, a takich rzeczy konsumenci nie wybaczają. Producenci dodawali melaminę do mleka w proszku by zawyżyć wskaźnik zawartości białka w analizach. Sytuacja ta wpływa na bezpieczeństwo żywności w regionie.
Szansę wyczuli producenci z innych kontynentów. Duński koncern spożywczy Arla Foods nabył prawie 6% udziałów notowanej na giełdzie w Hongkongu firmy mleczarskiej Mengniu. To inwestycja bez precedensu w chińskiej branży mleczarskiej, która na pewno przyciągnie na Daleki Wschód kolejnych inwestorów spoza Chin. Chińscy konsumenci są skłonni płacić wyższe ceny żywności importowanej z Europy czy USA, mając większe zaufanie do jej jakości.