Coraz więcej gospodarstw doświadcza nieoczekiwanych wizyt osób podających się za obrońców zwierząt. Organizacje społeczne nie posiadają uprawnień kontrolnych i nie mogą wejść na teren prywatny bez zgody właściciela, jednak często stosują presję psychologiczną imitując instytucje państwowe.
Podstawowa zasada: brak uprawnień urzędowych
Przedstawiciele fundacji i stowarzyszeń działających na rzecz ochrony zwierząt nie są funkcjonariuszami publicznymi. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi jednoznacznie podkreśla, że organizacjom tym nie przysługuje prawo wejścia na teren prywatny bez uzyskania zgody właściciela. Nie mogą również żądać dokumentów, przeprowadzać kontroli ani wydawać poleceń.
Wejście na posesję bez zgody właściciela to naruszenie prawa. Rolnik ma pełne prawo odmówić wstępu, używając prostego stwierdzenia: „Nie wyrażam zgody na wejście. Proszę opuścić posesję.” To kończy sprawę z punktu widzenia prawa.
Taktyki aktywistów: kamizelki i fałszywa władza
Interwencje często opierają się na psychologii i wprowadzaniu w błąd. Aktywiści używają profesjonalnych kamizelek, identyfikatorów i pewnego tonu rozmowy, aby stworzyć wrażenie działania w imieniu instytucji państwowej. Przykładem może być działająca organizacja „Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt”, której nazwa celowo imituje brzmieniem urzędy państwowe.
Planowanie takich akcji odbywa się z długim wyprzedzeniem – aktywiści tygodniami obserwują potencjalne cele przed interwencją. Rolnicy powinni być świadomi, że presja czasowa i sugerowanie „konieczności natychmiastowego działania” to część strategii wywierania nacisku.
Procedura postępowania w przypadku wizyty
Kluczem do prawidłowego postępowania jest zachowanie spokoju i znajomość swoich praw. Schemat działania powinien być jasny:
- Zachowaj spokój i nie podejmuj decyzji pod wpływem stresu
- Odmów wejścia na teren gospodarstwa
- Wezwij policję – tylko ona ma narzędzia do podejmowania działań
- Wpuszczaj wyłącznie uprawnione służby państwowe
- Nie podpisuj żadnych dokumentów pod presją
Odebranie zwierząt: kiedy jest możliwe
Organizacja społeczna nie może siłą odebrać zwierzęcia, jeśli właściciel się sprzeciwiu. Prawo przewiduje odebranie zwierząt wyłącznie przez uprawnione służby i tylko w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia zwierzęcia. Każde inne działanie przekracza uprawnienia aktywistów.
W przypadku nielegalnego odebrania zwierząt, koszty ich przetrzymywania mogą sięgać kilkudziesięciu tysięcy złotych, które następnie właściciel musi odzyskiwać na drodze prawnej. Przykład z 11 listopada 2020 roku pokazał, jak aktywiści odebrali konia bez udziału Inspekcji Weterynaryjnej, co wywołało długotrwały spór prawny.
Międzynarodowe doświadczenia i ostrzeżenia
Problem nie dotyczy tylko Polski. W Austrii odnotowano kilkadziesiąt włamań do gospodarstw w samym 2024 roku. W Niemczech celem działań aktywistów padły 21 gospodarstwa, a w jednym przypadku w Styrii nieznani sprawcy celowo zablokowali wentylację w chlewni i wyłączyli instalację alarmową, co doprowadziło do śmierci ponad 60 świń.
Firma Brand Qualitätsfleisch GmbH z Lohne w Dolnej Saksonii była zmuszona pozwać aktywistów, aby odzyskać skradzione zwierzęta. We Francji sąd nakazał państwu zapłacenie 1500 funtów odszkodowania za bezprawne działania wobec hodowcy.
Wiceprzewodniczący sejmowej komisji rolnictwa Jarosław Sachajko ostrzega, że zjawisko nasila się również w Polsce. Grupy aktywistów, jak „Śląsk przeciw myśliwym”, liczące kilkunastu członków, coraz częściej podejmują działania wobec rolników.
W ramach ekoschematu „Dobrostan zwierząt” w kampanii 2024 roku rolnicy zapewnili ulepszone warunki dobrostanu około 13,4 miliona sztuk zwierząt. Na utrzymanie krowom mlecznym na ściółce wnioskowało prawie 61 tysięcy rolników, a opasom – 49,4 tysiąca. To pokazuje, że hodowcy dbają o standardy, jednak muszą być chronieni przed bezprawną ingerencją osób trzecich.